” Pierwsze wrażenie to chaos. Wszystko pędzi, trąbi, krzyczy. Tramwajowi schodzi z drogi ciężarówka, wobec jej przewagi kapituluje samochód osobowy, przed którym zręcznie ucieka kierowca motoru. Między pojazdami lawirują piesi. Wydaje się, że aby poruszać się po Stambule, trzeba mieć uwagę napiętą do granic możliwości. Jednak nie widać kolizji, nikt do nikogo nie ma pretensji, a klaksony używane są chyba tylko dla fasonu.
Przemieszczający się ulicami kolorowy tłum to niezwykła mieszanka: szczelnie ubrane kobiety u boku mężów, którzy dyskretnie oglądają się za jasnowłosymi turystkami. Jeżeli jakaś para się obejmuje, najczęściej są to młodzi chłopcy. Nikogo nie dziwią również ściskający się stateczni brodaci mężczyźni. Nie wypada im bowiem publicznie okazywać bliskości kobietom.
W Stambule zamieszanie panuje także w architekturze: ostatnie drewniane chaty ustępują pod naporem betonowych bloków, secesyjne domy sąsiadują z kamiennymi, bogate rezydencje nad Bosforem kontrastują z ubogimi peryferiami. A ponad morzem ciasnej zabudowy wznoszą się strzeliste minarety meczetów. Aby poznać miasto, należy wziąć bardzo głęboki oddech i zanurzyć się w jego atmosferze.
Gwoli ścisłości nie trzeba wcale wstrzymywać oddechu. Mimo że w Turcji latem panują upały, Stambuł położony między morzami Czarnym i Marmara, nad łączącą je cieśniną Bosfor, ma bardzo przyjazny klimat. Bryza wiejąca cały czas od morza powoduje, że upał nie męczy, a wieczory są przyjemnie chłodne.
Lecz to nie warunki klimatyczne spowodowały, że właśnie tutaj w VII wieku przed naszą erą Grek Byzas postanowił zbudować osadę. Z grupą towarzyszy wyruszył z przeludnionych Aten, by szukać nowej ojczyzny. Legenda głosi, że spytał wyrocznię delficką, gdzie ma założyć kolonię i w odpowiedzi usłyszał: „Naprzeciwko ślepców”. Gdy po azjatyckiej stronie Bosforu zobaczył osadę Chalkedon, doszedł do wniosku, że ślepcami wyrocznia nazwała jej założycieli. Nie zauważyli, że znajdująca się po drugiej, europejskiej stronie zatoka Złoty Róg jest wspaniałym naturalnym portem. Byzas i jego towarzysze osiedli tu w 657 r. p.n.e., nazywając miasto Bizancjum.
Historia Stambułu sięga jednak głębiej, ponieważ pierwsza osada: Semistra powstała tu ok. 1000 r. p.n.e. Zanim stał się największym miastem Turcji, był wielokrotnie niszczony, zmieniał nazwę, wyznanie i właścicieli. Przez wieki jako Bizancjum pozostawał pod wpływami Rzymu. Podczas wojny domowej został zrównany z ziemią i w 196 r. stracił prawa miejskie. W 324 r. wziął go w posiadanie cesarz Konstantyn i ogłosił Nowym Rzymem. Upowszechniła się jednak nazwa utworzona od imienia cesarza – Konstantynopol. Zbudowane prawie od podstaw miasto stało się stolicą cesarstwa bizantyjskiego. W 1453 r. podbił je Mehmed II Zdobywca. Wtedy Konstantynopol został przemianowany na Stambuł.
Rozmawiając z Turkami trzeba uważać, by nie użyć nietaktownego wobec nich sformułowania „upadek Konstantynopola”. To, co dla chrześcijańskiej Europy było upadkiem, dla świata muzułmańskiego – chlubnym podbojem. Do dzisiaj 29 maja uroczyście obchodzi się tutaj rocznicę wkroczenia Mehmeda.
W zbudowanym na siedmiu wzgórzach Stambule ślady tej burzliwej historii widać niemal na każdym kroku: pozostałości antycznych zabytków stoją obok budowli imperium wschodnio-rzymskiego, pod zewnętrzną tkanką meczetu można odkryć kościół bizantyjski. Podróż przez kalejdoskop historii i kultur najlepiej zacząć rano od dzielnicy Sultanahmet. Na wzgórzu stoją naprzeciwko siebie dwie najważniejsze budowle Stambułu. Jedną jest ufundowana w 537 r. przez cesarza Justyniana I Wielkiego Hagia Sophia, kościół Mądrości Bożej. Do osmańskiego podboju była największą świątynią chrześcijańską. Podobno budowa samej ambony kosztowała równowartość podatku ściąganego w Egipcie w ciągu pięciu lat.
Sklepienie świątyni wygląda jak zawieszone w powietrzu, bo nie widać podtrzymujących kolumn. W bocznej nawie – dawniej kościoła, potem meczetu, a teraz muzeum – stoi marmurowa kolumna z małym wgłębieniem. Legenda mówi, że trzeba pomyśleć życzenie i włożyć palec wskazujący do otworu. Spełni się, jeśli koniuszek palca zwilgotnieje. Być może budowniczowie świątyni poprosili, by ich dzieło przetrwało wieki. Po zdobyciu Stambułu Mehmed II uznał się za spadkobiercę panujących wcześniej cesarzy i nie zburzył kościoła. W kilka godzin po wkroczeniu do miasta wygłosił w świątyni kazanie, zamieniając ją w meczet. Kolejni sułtani dodawali bazylice kopuły i minarety.
Ahmed I chciał udowodnić, że budowniczowie muzułmańscy potrafią wznieść świątynię wspanialszą niż dzieło architektów chrześcijańskich. W 1610 roku rozkazał postawić naprzeciwko bazyliki meczet, nazwany od koloru zdobiących go płytek Błękitnym. Nie udało się co prawda przyćmić potęgi Hagii Sophii, ale wyposażono świątynię w sześć, zamiast tradycyjnych czterech minaretów. To posunięcie wywołało zresztą oburzenie autorytetów religijnych, dotychczas sześć minaretów miał tylko meczet w Mekce. Aby zażegnać konflikt, sułtan ufundował siódmy minaret. Wnętrze jest zachwycające: lekkie, ażurowe, świetliste, wysłane barwnymi miękkimi dywanami, rozświetlone tysiącem płomieni z okrągłych świeczników.
Obok świątyń stoi pałac Topkapi, siedziba sułtanów do 1853 roku. Budowę kompleksu rozpoczął Mehmed II Zdobywca, a kolejni władcy powiększali go i modyfikowali. Dla muzułmanów najcenniejsze są sale, w których przechowuje się relikwie Mahometa: odcisk stopy, ząb i kilka włosów z brody. Zmęczonych wędrówką przez dziesiątki zdobionych komnat kusi park Gülhane, gdzie kiedyś znajdowały się sułtańskie ogrody. Z jego wzgórza można obserwować nieustanny balet statków i żaglówek na wodach Bosforu.
Kiedy południowe słońce zaczyna przypiekać, można schować się w cieniu, jaki daje największy kryty bazar Europy, Kapali Çarsi. Mieszkańcy Stambułu to urodzeni handlowcy. Każdy robi tu świetne interesy: sprzedawcy jednorazowych chusteczek i właściciele gigantycznych sklepów z dywanami. Najlepszym sposobem na poruszanie się w labiryncie o powierzchni 200 tysięcy metrów kwadratowych jest krążenie bez celu. Próby znalezienia konkretnej części są skazane na niepowodzenie, bo bazar to pajęcza sieć uliczek i przejść.
Najprzyjemniej jest wtopić się w tłum. Choć trudno pozostać anonimowym, bo większość sprzedawców rozpoznaje język polski i zaczepia: „Jak się masz? Dywan potrzebny?”. Trzeba przyznać, że szybko dają spokój, jeśli orientują się, że nie zrobią interesu. Tak jest w całym Stambule; po mieście krąży wielu naganiaczy, proponują nocleg, taksówkę i nawet jeśli turysta nie da się na nic namówić, żegnają go serdecznie, życząc miłego dnia.
Wczesnym popołudniem przyjemnie jest wybrać się nad Bosfor. Nazwa cieśniny oddzielającej dwa kontynenty wiąże się z legendą. Według greckiego mitu Zeus zakochał się w Io i aby uniknąć gniewu Hery, zamienił swą kochankę w jałówkę. Hera zemściła się jednak, wysyłając gza, by ukąsił krowę, która popędziła przez cieśninę. Bous znaczy po grecku krowa, a poros – przejście. Stąd nazwa Bosfor, miejsce w którym przeszła krowa. Stambuł to jedyne na świecie duże miasto leżące na dwóch kontynentach. Azjatycką i europejską część łączą tylko dwa, wiecznie zakorkowane mosty. Zawieszone wysoko nad wodami, ponad kilometrowej długości, zachwycają lekkością konstrukcji. Do niedawna można było stanąć na środku mostu Bosforskiego – jedną nogą w Europie, drugą w Azji. Jednak upodobali go sobie samobójcy, został więc zamknięty dla ruchu pieszego.
Nad cieśniną trzeba wsiąść na prom. Jednym z ciekawszych rejsów będzie przejażdżka do Haydarpaszy, dworca kolejowego po azjatyckiej stronie. Postawiono go w 1908 roku tuż nad wodą, trudno nie ulec wrażeniu, że jakiś pociąg może się nie zatrzymać i wpaść do Bosforu. Tutaj czuje się już oddech Azji: budowle zdobione są niebieskimi mozaikami, zamiast szyb mienią się w oknach kolorowe witraże.
Najłatwiej zauroczyć się Stambułem o zmierzchu. Tutejsze zachody słońca mają kolor miodu i dojrzałych owoców. Można je podziwiać z nabrzeża w okolicy przystani promowej Eminönü. Pod wieczór ów deptak przeżywa oblężenie. Wydaje się, że zjeżdża tu całe miasto: rodzice z dziećmi, grupki kolorowo ubranych kobiet, przekomarzający się młodzieńcy. Sprzedawcy rozkładają towary wprost na ziemi. Pojawiają się także małe wózki, w których można kupić gotowaną kukurydzę, ryżowy pilaw z kurczakiem i cieciorką, nadziewane farszem małże, salgam – sok z kiszonych warzyw, kebaby. Największą atrakcją są podpływające kutry z grillem. Nic sobie nie robiąc z fal tworzonych przez przepływające statki, rybacy przyrządzają pyszne kebaby rybne. Kiedy już uda się z podrzucanego na wszystkie strony kutra odebrać gorącą kanapkę, należy usiąść na jednym z niewielkich stołeczków przy nabrzeżu i delektować się jej smakiem oraz grą świateł na niebie, która odbija się w wodach Bosforu.
Zapada noc. Znikają turyści, sprzedawcy lodów, ciągnących się jak guma arabska, chrupiących obwarzanków simit, czyścibuci ze stoiskami malowanymi złotą farbą i przypominającymi kopuły meczetów. Słychać głos muezina wzywający na modlitwę. Kiedy wydaje się, że miasto poszło spać, trzeba iść na most Gala ta prowadzący do Beyoglu, natychmiast okaże się, że wszyscy teraz są tu. Już samo spacerowanie dwukondygnacyjnym mostem na drugą stronę zatoki Złoty Róg jest atrakcją. Na górnym piętrze stoją mężczyźni z gigantycznymi wędkami. Na dolnym pasażu po obu stronach ciągną się restauracje i herbaciarnie. Stoliki ustawione przy balustradzie oddziela od wody gęsta zasłona ze zwieszających się z góry żyłek. Co jakiś czas jedna z nich podjeżdża do góry z rybą.
Po drugiej stronie mostu wspinają się do góry niebywale strome uliczki. Można nimi dojść na wzgórze, przez które biegnie najbardziej elegancka ulica Stambułu Istiklâl Caddesi. Lepiej pokonać 60metrową różnicę wzniesień Tünelem, czyli metrem. To najstarsza z trzech linii w mieście i najkrótsza na świecie (573 metry). Wybudowano ją, aby ułatwić kupcom powrót do domu. Dzięki Tünelowi nie musieli się wspinać stromymi uliczkami. Wagonik odjeżdża z zabytkowej stacji co kilka minut; przejazd kończy się na początku reprezentacyjnego deptaka.
Tünel, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przenosi do innego wymiaru – nowoczesnej części Stambułu. Musiał być z niej dumny Mustafa Kemal rządzący krajem w latach 1923–38. Turcja marzyła mu się jako państwo nowoczesne i rozwinięte. Przeprowadził wiele reform, które zbliżyły do Europy kraj leżący w 97 procentach na terenie Azji. Za jego rządów kobiety otrzymały prawo do głosowania i kandydowania w wyborach. Zakazał noszenia fezu oraz tradycyjnych tureckich spodni, zalecił, by mężczyźni zgolili wąsy i zaczęli nosić garnitury. Zmienił arabski alfabet na łaciński, zabronił wielożeństwa, wprowadził obowiązek posiadania nazwisk. Prezydent otrzymał przydomek Atatürk – ojciec wszystkich Turków i trwającą do dziś sławę największego bohatera narodowego. Związki północnej dzielnicy z Europą są jednak dłuższe. W 1534 r. Imperium Otomańskie nawiązało kontakty z Francją. Od 1853 r. żaden sułtan nie mieszkał w pałacu Topkapi, woleli rezydencje w europejskim stylu, usytuowane w Beyoglu. Tutaj mieszkali też kupcy, przywożący Stambułowi nowe zwyczaje. Zamożni turyści, docierający do miasta legendarnym Orient Expressem, wynajmowali pokoje w hotelach przy ulicy Istiklâl Caddesi. W luksusowym Pera Palas Greta Garbo zajmowała apartament 103, a Hemingway 218. Pod numerem 411 mieszkała Agata Christie pisząc słynną książkę Morderstwo w Orient Expresie. Bywała tutaj również Mata Hari.
Mniej więcej w połowie drogi między przystanią Karaköy i placem Tünel znajduje się wejście na wie żę Galata. Stąd w XVII wieku po szybował na skrzydłach własnej konstrukcji pewien śmiałek. Udało mu się wylądować na drugim brzegu Bosforu, za co został wynagrodzony przez sułtana Murada IV, po czym… wygnany z kraju. Władca uznał człowieka, który potrafił latać, za wyjątkowo niebezpiecznego. Z tarasu na wieży widać smukłe minarety niezliczonych meczetów, bogato zdobione pałace, błyszczące wody Bosforu, wypływające na morza statki. Trzeba być ślepcem, jak mityczni osadnicy, by nie dostrzec, że Stambuł to jedno z najpiękniejszych miast świata. “
Tekst: Agnieszka Rodowicz
O Stambule więcej w tekście: kliknij tu.
Dodaj do ulubionych:
Bądź pierwszą osobą, która doda ten wpis do listy ulubionych.