Michał Kłopocki
“Polonia w Stambule: imigranci w globalnym mieście, tożsamość i obywatelstwo w dobie transnarodowych przestrzeni społecznych.”
(…) Praca ta dotyczy polskich imigrantach mieszkających w Stambule.
Podzielić ich można na dwie grupy. Jedną jest historyczna społeczność
potomków polskich uchodźców, którzy osiedlili się blisko Stambułu,
w Adampolu, obecnie Polonezköy5 ponad 150 lat temu. Drugą stanowi
współczesna fala imigrantów, którzy żyją w Stambule. W tej pracy
skupiam się głównie na współczesnej polonii zamieszkującej miasto,
jednakże na początku opisuję krótko poprzednią falę osiadłą w Polonezköy,
co pozwoli mi później na porównanie dwóch grup i dokonanie
pewnych ogólnych uwag na temat zmieniających się procesów imigracyjnych
we współczesnej Europie.
Polonię miejską opisuję w odniesieniu do trzech problemów.
W pierwszej części pracy zajmuje się tym, w jaki sposób procesy integracyjne
w grupie są podtrzymywane i jakie są główne instytucję,
które to umożliwiają. W drugiej opisuję przestrzeń artystyczną, którą
uważam za jedną z kluczowych w procesie podtrzymywania „polskości”
wśród imigrantów.
(…)
Współczesna polonia w Stambule nie tworzy jednorodnej grupy. W rzeczywistości
trudno jest nawet oszacować dokładną jej liczbę, ponieważ
wielu przybyłych nie zgłasza swojego pobytu w konsulacie. Obecnie
mówi się o około 400 osobach, choć ta liczba może być nawet dwa
razy większa, ponieważ pobyt wielu ludzi ma charakter tymczasowy,
np. pracownicy sezonowi.
Dominującą grupą wśród polskich imigrantów w mieście są kobiety,
które poślubiły Turków i wyjechały z nimi do Stambułu. Można je
podzielić na dwie grupy. Pierwsza składa się z kobiet, które przybyły
do Stambuł, co najmniej kilkanaście lat temu. Teraz mają 40 i więcej
lat. Mają nastoletnie dzieci. W skład drugiej wchodzi ostatnia dala imigrantów,
składająca się z kobiet mających około 30 lat lub mniej, żyjących
w Stambule około pięciu lat.
Te dwie grupy różnią się między sobą. Nie dziwi, że kobiety, które
żyją w mieście dłużej, są bardziej zasymilowane. Zazwyczaj mają tureckie
obywatelstwo i są lepiej zorientowane w tureckiej rzeczywistości
niż w polskiej. Często prowadzą wspólną firmę z mężami lub siedzą
w domu. Wydaje się, że nie będą już opuszczać tego miejsca.
Kobiety w drugiej grupie są znacznie bardziej mobilne. Wiele
z nich poznało swoich mężów nie w Polsce czy w Turcji, lecz w innym
kraju. Nie zawsze posiadają tureckie obywatelstwo. Ich orientacja
w tureckiej rzeczywistości często ograniczona jest do spraw związanych
z pracą i przyjaciółmi. Są dobrze zorientowane w sprawach krajowych, często jeżdżą do Polski. Przywiązują dużą wagę do imprez organizowanych przez polskie instytucje w mieście. Nie wiedzą, czy zostaną tu „na stałe”. To właśnie ta druga grupa uosabia zmiany dokonujące się we współczesnych procesach związanych z migracją.
(…)
Polscy imigranci w Stambule nie wchodzą ze sobą w głębokie relacje.
Trudno jest przesądzać, co jest powodem tak słabej organizacji grupy
w porównaniu zarówno z innymi narodowościami w Stambule, jak
i z polonią w innych miastach, jak Londyn czy Berlin. Polacy są rozproszeni
po całym Stambule, choć stosunkowo duża grupa żyje w dzielnicy
Bahcesehir, ponieważ znajduje się ona blisko fabryk, w których pracują
ich rodziny. Być może duże odległości pomiędzy częściami miasta
powodują, że nie istnieje coś takiego jak „polska dzielnca”, klub czy
restauracja. Czynnik ten był też podkreślany przez wielu moich informatorów.
Specyfika grupy może być kolejnym powodem takiego stanu rzeczy.
Ponieważ są to głównie kobiety, które poślubiły Turków, wiele
z nich jest dobrze zasymilowanych, nie tworzą stricte „polskich rodzin”,
ich dzieci czują się często bardziej Turkami niż Polakami20. Dlatego
też nie uważają polskiego towarzystwa za coś bardzo dla nich
istotnego. Ponieważ są to mieszane małżeństwa, jak powiedziała mi
jedna z informatorek „nie jest łatwo znaleźć drugą parę, tak żeby nasi
mężowie również dobrze się dogadywali”21.
Ponieważ takie rozmieszczenie uniemożliwia częste i bliskie kontakty
pomiędzy członkami grupy, przestrzeń wirtualna staje się doskonałym
miejscem, w którym zachodzi komunikacja. Istnieje internetowe
forum dla polskich imigrantów. Zostało ono założone z inicjatywy
Konsula RP w Stambule. „Na początku miało ono głównie plotkarski
charakter. Jednak, gdy konsul raz zaprosił wszystkich na jakąś imprezę
i dowiedziano się, że oficjalne instytucje są w to zaangażowane,
ludzie przestali wrzucać cokolwiek. To pokazuje nasz wciąż dziwny
stosunek do władzy”22. Obecnie forum używane jest głównie, gdy ktoś prosi o pomoc np. ktoś szuka jakichś usług, wysyłania wiadomości dotyczących polskich lekcji, wysyłania zaproszeń na imprezy okolicznościowe organizowane przez konsulat, kościół lub pojedyncze osoby, składania sobie świątecznych życzeń oraz komentowania bieżących wydarzeń, np. polskich spotkań.
Miejsca spotkań
Istnieją dwie instytucje, które integrują tych Polaków, którzy zainteresowani
są podtrzymywaniem więzi z rodakami. Pierwszą jest Konsulat
RP w Stambule, drugą kościół. Jak to było wspomniane powyżej
z inicjatywy Konsula powstało internetowe forum, przez które wysyłane
jest wiele zaproszeń na polskie spotkania. Na przykład co roku
w różnych miejscach organizowane są mikołajki. Jest to impreza głównie
dla dzieci, które mają dużo zabawy, ponieważ zatrudniane są osoby
organizujące im wiele rozrywek. Gry i zabawy prowadzone są w języku
tureckim, ponieważ wiele dzieci nie zna polskiego lub zna bardzo
słabo. Dla rodziców jest to okazja do zjedzenia wspólnego obiadu, porozmawiania
i spotkania z przyjaciółmi. Konsulat organizuje również
uroczystości związane ze świętami narodowymi jak np. Dzień Niepodległości.
Druga instytucja ma bardziej nieformalny charakter. Jest to kościół
pw. św. Antoniego na Istiklal, głównej ulicy miasta w dzielnicy
Beyoğlu. Jest to franciszkańska świątynia, której proboszcz jest Rumunem.
Msze odprawiane są w wielu językach, również w polskim,
z uwagi na obecność polskiego księdza. Z biegiem czasu miejsce to stało
się miejscem spotkań polskich imigrantów. Należy pamiętać, że rola
kościoła nie powinna być przeceniana, ponieważ tylko około 30 osób
uczestniczy regularnie w niedzielnych mszach, co stanowi mniej niż
10% ogółu imigrantów (wg niedoszacowanych danych). Mimo to grupa
ta, choć niewielka, jest jednak bardzo dobrze zorganizowana, a jej
wkład dla utrzymania tożsamości narodowej jest znaczący.
Każdej niedzieli po mszy odbywa się tak zwana „kawa”. Jest to nieformalne
spotkanie dla uczestników nabożeństwa, w którym udział
bierze około połowa przybyłych na mszę. Jest to okazja do spotkania
dla tych, którzy utrzymując ze sobą głębsze relacje, nie mają w tygodniu
czasu na utrzymywanie kontaktów lub też ich mężowie nie mają
ochoty. Co jednak ważniejsze, po mszy odbywają się lekcje polskiego
dla dzieci. Wcześniej zajęcia takie organizowane były przez konsulat,
ale z powodu braku pieniędzy i zainteresowania zostały zawieszone.
Dlatego też w tym roku Joanna wraz z pomocą polskiego księdza postanowiła zorganizować je w kościele. Zmienił się ich charakter.
Teraz nacisk położony został jedynie na naukę samego języka, bez
nauczania literatury itd. Mimo to wciąż zaledwie 12 dzieci w dwóch
grupach uczęszcza na zajęcia. Ponadto organizowane są również lekcje
polskiego dla tureckich mężów. Udział w nich bierze jedynie sześciu
mężczyzn.
Każdego roku organizowane są również jasełka24. Spektakl przygotowywany
jest przez polską zakonnicę pracującą w szpitalu w dzielnicy
Şişli. Pokaz ma miejsce w styczniu w kościele pw. św. Antoniego. Biorą
w nim udział dzieci z imigranckich rodzin, podczas gdy dla rodziców
jest to okazja do podziwiania młodych aktorów.
Kościół jest również miejscem, które integruje środowisko polskich
studentów, którzy przyjeżdżają do miasta z reguły na semestr
lub dwa. Część z nich aktywnie uczestniczy w niedzielnej mszy, a także
jeździ na kilkudniowe wycieczki z polskim księdzem np. do Izmiru lub
w góry. Studenci filologii polskiej prowadzą lekcje polskiego.
Mimo że miejsce to jednoczy jedynie katolików, to jednak, ponieważ
większość polskich imigrantów zalicza się do tej grupy, wydaje się,
że zainteresowanie nim jako centrum wspólnoty powinno być większe.
Interesujące jest, czy Polacy przychodzą tam z powodów religijnych,
czy po to by spotkać się z rodakami. Biorąc pod uwagę to ilu ludzi
chodzi na mszę, a ilu zostaje później na „kawie”, możemy przypuszczać,
że spełnianie potrzeb religijnych odgrywa tu ważniejszą rolę. Ciekawe
jest również, co dzieje się z tymi, którzy w mszy nie uczestniczą.
Z moich rozmów z imigrantami wynika, że większość z nich nie zmieniła
wyznania i pozostała przy wierze katolickiej. Zdarzają się oczywiście
wyjątki. „Jedna z moich przyjaciółek, zagorzała katoliczka, po ślubie
przeszła na islam. Kiedy raz odwiedziłam ją w domu, a ona właśnie
skądś wróciła, wciąż miała na głowie chustę. Gdy zapytałam ją, po co
ją nosi, odpowiedziała, że za każdy zobaczony przez obcego mężczyznę
włos czeka ją siedem lat w piekle”.
(…)
Całą pracę p. Michała Kłopockiego można znaleźć tu - Polonia w Stambule
Dodaj do ulubionych:
Bądź pierwszą osobą, która doda ten wpis do listy ulubionych.