- Ciotka cana poradziła mi przed ślubem: Zamieszkajcie jak najdalej od rodziny
- Pojechaliśmy z Canem do tureckiego portu Didim. Mieliśmy popłynąć na grecką wyspę Lesvos i wrócić, by w ten sposób przedłużyć moją wizę.
I tak – blondynka jest łatwa.
Nie mogę spokojnie poruszać się ulicami, żeby nie słyszeć cmokania albo tekstów: “Dokąd idziesz, śliczna, może się zabawimy?”. Efekt jest taki, że nie jeżdżę na rowerze, mało sama wychodzę, jeśli już, to MP4 w uszy, okulary słoneczne na nos – nie słyszę, nie widać mnie, ignoruję.
30 lat temu mało który Turek miałby takie skojarzenie, potem zaczęły przyjeżdżać Angielki, dla nich nie było problemu przespać się z jednym czy drugim, jeszcze im za to płaciły. Starsze: 60-, 70-letnie, wiązały się z 20-latkami, kupowały im domy, samochody.
Blondynka – to Rosjanka, a Rosjanka to prostytutka. Na początku lat 90. z kolei przyjechało dużo dziewczyn z Ukrainy, Białorusi, Rosji i zarabiały ciałem. Turcy słabo znają swój kraj, nie mówiąc już o Europie, dla nich one wszystkie to Rosjanki. Polki też.
Blondynka mówiąca po turecku – tym bardziej biorą mnie za Rosjankę. Tylko one tak szybko uczą się języka, bo jest im niezbędny w kontaktach międzyludzkich
Mówię, że jestem Polką – pierwsze skojarzenie: chrześcijanka.
Właśnie dlatego nie chciałam, żeby w dowodzie wpisywano mi, jakiej jestem religii. Po pierwsze, nie mam ochoty być osądzana. Po drugie, to dla mojego bezpieczeństwa – przecież nie wiem, w czyje ręce mój dowód może wpaść. Tu mieszka 120 grup etnicznych. Są maniacy, którzy targają się na życie księży, modlitwy w synagogach wiążą się z ochroną policji.
W Istambule, gdzie od dwóch lat mieszkamy, są kapucyni – muszę najpierw zadzwonić, podać imię, nazwisko, z jakiej jestem dzielnicy i kiedy przyjdę, bo do kościoła nie można wejść tak po prostu, z ulicy.
Nauczenie się Turcji zajęło mi dużo czasu.
Pierwsze trzy lata były koszmarne. Wtedy w porcie strasznie się wkurzyłam! Mój przyszły mąż również.
- Nie jestem żadną prostytutką! Spóźniłam się z wyjazdem o jeden dzień, płacę karę i żądam powrotu!
Sprawa oparła się aż o naczelny urząd celny i komendę główną policji w Ankarze – celnicy dostali naganę. Jak tydzień później wypływaliśmy na Samos, byli tak mili, że jakby mogli, to fanfarami by nas powitali i rozwinęli czerwony dywan. Mnie jeszcze nie było do śmiechu, zacisnęłam tylko zęby, bo jęzor mam cięty i mogłabym powiedzieć coś, czego potem bym żałowała.
W ogóle to planowaliśmy mieszkać w Polsce, ale po pół roku w Poznaniu mój mąż stwierdził, że jednak Turcja i że trzeba odsłużyć wojsko. Normalnie służba trwa sześć miesięcy, ale że on jest z wykształcenia anglistą, uznali, że bardzo im się przyda, bo będzie uczył języka, i dostał prawie półtora roku.
Znalazłam się w towarzystwie, które nie mówi tym samym językiem, które nie myśli podobnie – to jest taki szok i bariera kulturowa.
Wydawało mi się, że cała moja edukacja poszła na marne, bo znaleźć pracę w obcym kraju, nie znając języka, nie jest łatwo.
Zrezygnowałam z pewnych rzeczy, które robiłam w Polsce: gra w tenisa, narty – tutaj na uprawianie tych sportów mogą sobie pozwolić jedynie ci, co mają pieniądze.
O ile jeszcze mój europejski mózg był w stanie przyswoić sobie nową kulturę i obyczaje, to już dużo gorzej z akceptacją. Choćby pierwsza myśl Cana – on ma być prawdziwym Turkiem, czyli pracować, i to tak, żeby zarobić na całą rodzinę. Dużo czasu zajęło mi wytłumaczenie mu, że ja nie po to się uczyłam – skończyłam handel zagraniczny – żeby zamknąć się w domu, doglądać dzieci, zbierać plotki i śledzić promocje. Bo tym żyje przeciętna turecka kobieta. Promocje śledzić muszą, bo jest drogo i utrzymanie czteroosobowej rodziny z jednej pensji to wyższa matematyka.
Omówiliśmy to przed ślubem, kiedy przyjechałam do Ayvalik trochę pomieszkać. Tam się poznaliśmy – ja przyjechałam z mamą na wakacje, on był naszym przewodnikiem do Efezu. Tam mieszkaliśmy, jak już Can odsłużył wojsko.
A niektóre dziewczyny robią tak: trzy miesiące na Skype, małżeństwo, a potem płacz: “Co za jełop! Jaki ograniczony!”. Widziały gały, co brały. Trzeba wiedzieć, z jakiego on jest regionu Turcji – broń Boże z konserwatywnego wschodu. Poza tym zachowanie Turka w Niemczech i tutaj to zupełnie co innego. Wiążą się, kompletnie nic nie wiedząc, nie badając rodziny, nie badając osoby, bo wydają im się przystojni, sympatyczni i tacy mili, a potem okazuje się, że realia są inne.
Że są uzależnione od mężów.
Jak zamieszkają z teściową, są prawie jej niewolnicami: muszą posprzątać, ugotować, podać do stołu, jak chcą wyjść na zakupy albo z koleżanką, to teściową, nie męża, pytają o pozwolenie. Ciotka Cana poradziła mi przed ślubem: „Anno, jeśli macie zamiar się pobrać, zamieszkajcie jak najdalej od rodziny”.
Dużo też zależy od charakteru osoby wchodzącej w związek – mąż od razu zapowiedział, szczególnie matce i ojcu, żeby nie oczekiwali, że ja będę zachowywała się jak Turczynka. Ojciec mnie uwielbia, matka różnie, dwa lata mnie nie widzą, to kochają – i tak jest najlepiej. Bracia i siostry czasem przypominają sobie o moim istnieniu i dzwonią, ale nie za często, bo się mnie boją, od kiedy powiedziałam, że nie jestem bankiem. Bo tu jest też tak, że najstarszy syn powinien troszczyć się o rodzinę, a Can jako najstarszy syn zbuntował się, powiedział: “Stop! Nie będę was już wspomagał, teraz mam własną rodzinę”. Na przykład moja mama miałaby opory prosić o pieniądze, oni nie mają żadnych, telefon: wyślij mi tyle a tyle – i to jeszcze niezbyt miłym tonem.
Mój mąż inaczej postrzega świat, relacje: kobieta – mężczyzna, rodzina – my. On bardzo wcześnie się usamodzielnił, jak miał dziesięć lat, zaczął zmywać naczynia w restauracji, potem szczebel po szczeblu do góry – żeby pomóc rodzinie. W drugiej połowie lat 80. pracujące dzieci to było częste zjawisko. Sam się wykształcił, bo rodzina była przeciwna jego edukacji. Poza tym teraz na wiele spraw ma już polskie spojrzenie – od sześciu lat żyjemy między dwoma krajami: w sezonie pracujemy tutaj – to jest jakieś siedem miesięcy, po – jedziemy do Polski.
Więcej zaakceptowałam dopiero teraz, kiedy w życiu zawodowym wreszcie wszystko zaczęło iść po mojej myśli.
Zostałam tłumaczem przysięgłym z angielskiego i polskiego na turecki – i sprawiło mi to dziką satysfakcję, bo jestem samoukiem! Nie mam wcale konkurencji, jest jeszcze jeden Turek i Turczynka, ale im problematycznie wychodzi tłumaczenie z tureckiego na polski. Chciałam turecką licencję przewodnika – będę ją miała.
Na początku wkurzało mnie, że Turcy wyrzucają śmieci gdzie popadnie, że się pchają, że zadają dużo pytań, np. skąd jesteś, co robisz, kim jest twój mąż, ile lat jesteście po ślubie, dlaczego nie macie dzieci – skoro prawie dziewięć lat po ślubie, to coś jest nie tak ze związkiem, z mężem albo ze mną; że od razu mówią na ty – ja to odbierałam jako brak szacunku. Nadal mnie to wkurza, ale już z tym nie walczę. Zaczęłam to olewać i w tym momencie lepiej mi się żyje.
Źródło: Znalezione w sieci.


