Dzienne archiwum: 06/02/2012

Nadworny Malarz Sułtana.

Stanisław Chlebowski

Stanisław Chlebowski

Funkcja malarza nadwornego nie zanikła wraz z końcem epoki
nowożytnej. Również na XIX-wiecznych dworach europejskich
można było odnaleźć artystów w służbie monarchów: Carl
Haag tworzył dla królowej Wiktorii, Friedrich von Amerling dla Franciszka Józefa, a Franz Xaver Winterhalter między innymi
dla Ludwika Filipa i Napoleona III. Wśród nadwornych malarzy
możemy odnaleźć również Polaka – Stanisława Chlebowskiego
(1835–1884), pracującego dla sułtana tureckiego Abdul Aziza. Na
kartach polskiej historii sztuki osoba malarza została utrwalona
jako postać niemalże bajkowa. Pisano o jego niebotycznym majątku,
darach sułtańskich, willi wybudowanej w Paryżu, śmierci, która była wynikiem obłędu. Jednak po zapoznaniu się bliżej z życiem i twórczością malarza nie wszystkie z tych informacji okazują się prawdziwe, co nie oznacza, że życie Chlebowskiego nie było pełne interesujących wydarzeń. Zagadkowe są już same początki pracy dla dworu padyszacha. W publikacjach rozpowszechniła się wersja rozpropagowana przez Apolinarego Kątskiego. Twierdził on, że malarz został już we Francji zaproszony do Stambułu przez wielkiego wezyra Fuada Paszę działającego z polecenia sułtana. Władca chciał, aby Chlebowski namalował dla niego serię płócien ukazujących najważniejsze wydarzenia z dziejów Turcji. Zupełnie inne informacje odnajdujemy w artykule zamieszczonym w krakowskim „Czasie”, opartym na wywiadzie z artystą. Według „Czasu” malarz wyjechał  w roku 1864 do Turcji, aby wykonać studia z natury do obrazów ukazujących sceny z wojen polsko-tureckich. Wówczas Fuad Pasza poprosił go o naszkicowanie scen z obozu wojskowego. Chlebowski wykonał kilka studiów, które wezyr zaprezentował sułtanowi.

Abdul Azizowi prace te przypadły do gustu, zamówił u Chlebowskiego wykonanie obrazu ukazującego wojska tureckie, z portretami wszystkich dygnitarzy namalowanymi  z natury. Reporter „Czasu”, który zapewne był blisko prawdy, przemilczał jednak fakt, że Chlebowski został polecony wezyrowi przez sadyka paszę Czajkowskiego, wówczas generała w armii tureckiej. Niewątpliwie duże i zapewne intratne zlecenia sułtańskie, jakich Chlebowski dotąd nigdy nie miał, skłoniły malarza do pozostania w Stambule. Nie jest jednak prawdą, że artysta od razu został zaangażowany jako nadworny malarz sułtana z regularną pensją. Od roku 1864 do maja roku 1870 wykonywał dla Abdul Aziza obrazy na zamówienie. Przez pierwsze lata obrazy zamówione przez sułtana malował w swym prywatnym atelier. Pracownię w pałacu Dolmabahçe otrzymał dopiero na początku roku 1870. Jeśli dwór na sezon letni przenosił się do pałacu Beylerberyi lub Çyragan, Chlebowski również zmieniał swe miejsce pracy. Nie jest prawdą, jak często twierdzono, jakoby malarz mieszkał w pałacu sułtańskim. Praca dla Abdul Aziza nie należała do łatwych i przyjemnych. Od momentu otrzymania stanowiska nadwornego malarza Chlebowski został zmuszony do bardzo intensywnej pracy: od około godziny ósmej rano do zachodu słońca malował w pałacu. Nieraz zdarzało się, że jeszcze po pracy przyjeżdżali wysłannicy sułtana, zmuszali malarza do powrotu i poprawiania obrazów. Mimo tak żmudnej pracy urzędnicy pałacowi zwlekali z zapłatą za wykonane płótna i z wypłacaniem pensji. Męcząca, wielogodzinna praca nadszarpnęła zdrowie malarza. Antoni Zaleski w swych wspomnieniach z wycieczki na Wschód twierdził, że Chlebowski, jako osoba, która zaskarbiła sobie łaski sułtana, zyskał na dworze także wielu wrogów, którzy czyhali na jego życie. Przeciwko truciznom malarz ponoć nosił zawsze przy sobie emetyk, który nie raz uratował mu życie, ale równocześnie nadszarpnął jego zdrowie. Praca na dworze sułtańskim i rozbudowane znajomości w sferach rządowych niewątpliwie umożliwiały malarzowi protegowanie zagranicznych przedsiębiorstw chcących zawrzeć intratne kontrakty. Nie mamy jednoznacznych dowodów  potwierdzających taką działalność artysty, jednak nieliczne notatki mogą o niej świadczyć.

Na początku roku 1869 Stanisław Chlebowski zawarł umowę z Olgierdem Sabińskim, przedstawicielem belgijskiej firmy handlującej bronią. Wynikało z niej, że jeśli władze tureckie podpiszą umowę na zakup broni, wówczas malarz otrzyma stosowną gratyfi kację. Nie możemy mieć pewności, czy Chlebowski skorzystał z tej oferty, zauważyć należy jednak, że po roku 1870 sytuacja finansowa malarza nagle się poprawiła. Również i inne firmy próbowały zdobyć sobie względy Chlebowskiego. Dla Abdul Aziza Chlebowski malował portrety i obrazy ukazujące jego dwór. Dominowały jednak sceny batalistyczne przedstawiające zwycięskie walki Turków z Rosjanami, Grekami i Austriakami.

Artysta namalował między innym bitwę pod Mohaczem i pod Warną. Uwieczniał
wyczyny bitewne sławnych poprzedników sułtana na tronie otomańskim: ukazał
Murada IV pod Bagdadem, Mahmuda I oblegającego Belgrad, a także Sulejmana
Wspaniałego. Malowane na zlecenie sceny bitewne oparte zostały na kilku schematycznych rozwiązaniach kompozycyjnych. Częstym motywem jest na przykład postać władcy galopującego na białym koniu, umieszczona w centralnym punkcie sceny. Postacie malowane są schematycznie i sztywno,
co zapewne było wynikiem niewykonywania – z braku czasu – studiów z żywego
modela. Wojownicy i ich konie sprawiają wrażenie nienaturalnych marionetek,
w wielu miejscach możemy zauważyć błędy w proporcjach postaci. Kolorystyka
płócien jest bardzo intensywna, brak niuansów i przejść kolorystycznych. Zestawy barwne przypominają raczej mozaikę lub wschodnie tkaniny. Odnaleźć można również ujęcia zupełnie nierealne, na przykład błękitne konie. Nie brakuje także błędów w doborze kostiumów. Między innymi król Władysław ginący pod Warną nosi siedemnastowieczny strój. Przykłady takich pomyłek można by mnożyć. Wobec wymienionych błędów formalnych powstaje pytanie, w jaki sposób Stanisław Chlebowski, artysta, który odebrał staranne  wykształcenie w petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych, mógł ich tyle
popełnić. Odpowiedź dają szkice malarza – poprawione czerwonym tuszem przez
samego władcę, który wskazywał mu, jak należy skomponować obraz. Gotowe
pomysły na ujęcie postaci, a także na całe dzieła Abdul Aziz rozrysowywał Chlebowskiemu w szkicowniku.
W ten sposób sułtan bezpośrednio ingerował w pracę malarza. O wpływie władcy na wybór tematu i formę obrazów pisała także polska prasa. W czasopiśmie „Wędrowiec” donoszono na ten temat: wpadali urzędnicy pałacowi z służbą, porywali obraz z pod pędzla i pędzili czwałem do sułtana, a po chwili odnoszono skorygowane przez padyszacha płótno. Także Antoni Zaleski w swych wspomnieniach pisał: Był on ulubieńcem Azisa, malował na jego rozkaz niebieskie konie i lwy zielone, musiał podlegać wszystkim dziwactwom padyszacha i nieraz w przeciągu dni paru wykonywał obrazy kolosalnych rozmiarów według dyktanda kalifa.

Abdul Aziz wstąpił na tron w roku 1861. W odróżnieniu od Abdulmecida,
którego zastąpił, nie mógł poszczycić się zachodnioeuropejskim wykształceniem. Kształcił się natomiast w dziedzinie muzyki tureckiej i europejskiej, sam grał na kilku instrumentach. W roku 1867, jako pierwszy w historii padyszach, skłoniony przez swych ministrów, udał się w podróż po Europie;
zwiedził wówczas między innymi paryską Wystawę Światową, gościł
również na dworach królowej Wiktorii i Franciszka Józefa. Władca interesował
się polowaniami i sportem, a także malarstwem zachodnioeuropejskim.
Sułtan zamawiał obrazy między innymi u Iwana Ajwazowskiego i Alberta Pasiniego. Malarz Şeker Ahmet Paşa, który dzięki Abdul Azizowi mógł kształcić się w Paryżu, skupywał dla władcy dzieła mistrzów europejskich. Sułtan zasłynął z niezwykłej rozrzutności, wydał podczas swego panowania ponad czterysta milionów franków. Padyszach w Stambule wybudował dla siebie dwa pałace: Beylerbreyi i Çirağan. Ich wnętrza bogato wyposażył. Kryształowe żyrandole pochodzące z Czech, dywany wyprodukowane w Hereke, francuskie zegary, dalekowschodnie wazy, marmurowe fontanny robiły ogromne wrażenie na gościach.
W czasie, gdy Abdul Aziz był pochłonięty wydawaniem ogromnych sum, państwem kierowali i starali się je reformować jego wezyrowie. Bernard Lewis, badacz historii Turcji, tak pisał o sułtanie: Kapryśny i gwałtowny, uparty i popędliwy, szybko skłócił się z reformatorami, a jego interwencje przeszkadzały lub czasem całkowicie ją paraliżowały. W niepochlebnych słowach wypowiadał się o nim również Antoni Zaleski: był na wskroś Azjatą, nie mającym żadnej idei przewodniej, żadnej troski o swe państwo, żadnych innych względów, jeno ten jeden: użyć, i to użyć jak najwięcej. Niezmiernie silny i korpulentny, tchórzem był skończonym. [...] O interesach państwa nie miał najmniejszego wyobrażenia, nie rozumiał ich wcale.
Dzieła Chlebowskiego, które przypadły do gustu padyszachowi, nie we wszystkich wzbudzały zachwyt. Wacław Koszczyc w swych wspomnieniach nazwał je obrazami „urzędowymi”. Pisał, że znawcy zachwycali się prześlicznymi ramami paryskiemi, w które oprawione były te arcydzieła sztuki urzędowej.
[...] Jest to rodzaj malarstwa fachowego, stworzonego do przejmowania się natchnieniami z góry podyktowanemi. Józef Ignacy Kraszewski w swych „Rachunkach” z roku 1867 ubolewał: Chlebowski ma talent prawdziwy, nie wiemy tylko czy ten kierunek, który zmuszonym był mu nadać, będzie dlań właściwym… Nie był to nigdy malarz bitew i scen szerokich, ale cichego kąta i rzewnego uczucia… Cóż począć, trzeba malować konie, gdy się nie może ludzi… a szkoda! Chlebowski cierpiał z powodu narzucanej mu tematyki i formy tworzonych dzieł. Rodzinie wyznawał: pragnę okrutnie uczciwie i po ludzku zacząć malować dla ludzi, nie dla Turków.

Po rezygnacji ze stanowiska malarza nadwornego Chlebowski pisał do swego serdecznego przyjaciela Józefa Ignacego Kraszewskiego: chciałbym czas stracony w niewoli Sułtańskiej teraz wynagrodzić. Artysta notował również: dużo mego drogiego czasu zmarnowałem, służąc u Sułtana, który się bawił moim
malowaniem. Sam artysta nigdy nie wypowiadał się pozytywnie o osobie czy guście artystycznym sułtana, nie uważał go za swego mecenasa. Z ironią pisał o pracy na dworze: [sułtan] zadowolony z dzikich patłatych koni, jakie mu wysmarowuję na obrazach. Innym razem notował w listach do rodziny: zabijam dla niego na płótnie [...] kaleczę ich ostrą bronią – krew się leje tak, że aż z obrazu kapie.
Samego władcę Chlebowski nazywał w niewybrednych słowach fantastą, a nawet wariatem. Artysta miał wrażenie, że praca u Abdul Aziza stała się dla niego więzieniem, a nawet że duszę zaprzedał sułtanowi. W rzeczy samej, władca zaczął traktować malarza jak niemalże niewolnika. Stanowisko nadwornego malarza nie było zbyt pewną posadą. Abdul Aziz, zwłaszcza po śmierci swych doradców
Alego Paszy i Fuada Paszy, podejmował wiele decyzji będących wynikiem chwilowego kaprysu, oddalał z dworu wieloletnich pracowników. Szybkie zmiany personalne skutkowały niewypłacaniem przez nowego szambelana pensji sułtańskim dworzanom.
Chlebowski bezskutecznie wielokrotnie domagał się zapłaty za malowane dla władcy dzieła. Czara goryczy przelała się jednak i 23 września 1872 roku malarz złożył dymisję.
Praca na dworze sułtana, mimo że początkowo kusząca pod względem finansowym, okazała się dla twórczości Chlebowskiego niemalże zabójczą. Dobrze zapowiadający się artysta malujący sceny o tematyce historyczno-rodzajowej został zmuszony do tworzenia scen batalistycznych. Niestety, wpływ,
jaki na dzieła malowanie na zamówienie wywierał Abdul Aziz, doprowadziły do rezygnacji malarza z rzetelnej pracy na rzecz powielania schematycznych ujęć. Jak wynika z przytoczonych faktów, współpraca z sułtanem była dla artysty pracą czysto mechaniczną, pozbawioną w dużej mierze wznioślejszych idei.
Lata spędzone na malowaniu według wskazówek Abdul Aziza wpłynęły na sposób komponowania Chlebowskiego. Artysta będzie musiał poświęcić kilka kolejnych lat twórczości, aby odnaleźć swą drogę artystyczną, którą zagubił, wstępując na
służbę u padyszacha.

Źródło (tekst):  ALMA MATER nr 124, Agata Wójcik - doktorantka w Instytucie Historii Sztuki UJ